piątek, 9 sierpnia 2013
Tomasz Lis by nie wytrzymał, wstał i w mordę dał
Tomasz Lis komentując w TOK FM atak Oskara W. na Grzegorza Miecugowa podczas Przystanku Woodstock wyraził się nader prostolinijnie, iż "by chyba nie wytrzymał, wstał i w mordę dał".
Lisa trudno nie doceniać, jako dziennikarza, a także jego siłę, zwłaszcza, że przebiegnięcie maratonu nie robi na nim wrażenia. Ma krzepę nie tylko intelektualną, ale tę usadowioną w mięśniach.
A jednak obawiam się. Mianowicie, iż jakiś osiłek "patriota" zechce to sprawdzić. A mają takowych pałkarzy z ogolonymi łbami i takim samym rozumem.
Lepiej tubylczych "patriotów" nie wywoływać na scenę publiczną, dla kwadransa sławy (Warhol) gotowi są zrobić wszystko. Dać się nawet zamknąć, jak niesławny kibol "Staruch", który na tej fali (nie)sławy został felietonistą u Sakiewicza.
Ostrożnie, bo jak Monika Olejnik może dojść do tego, iż będziemy pytać: "Przepraszam, czy tu biją?"
niedziela, 23 czerwca 2013
Psychopolak, czyli jak sobie nie radzimy z życiem
Najnowszy "Newsweek" odkrywa nową epidemię, wręcz "dżumę" XXI wieku, która dotknęła Polaków - lęk przed życiem. Na tę chorobę cierpi 8 mln rodaków, to znaczy, że co czwarty Polak cierpi na stany urojeniowe, omamy, depresje, wszelakie lęki.
To zastraszająco dużo. Boimy się życia, rzeczywistości, decyzji, boimy się siebie i innych. Psycholodzy wręcz twierdzą, że jesteśmy życiowymi samobójcami.
Taki stan psychiczny jest autodestrukcją, jesteśmy sami sobie winni. Stawiamy sobie wymagania, które doprowadzają nasze organizmy do ruiny. Co gorsza, nie jesteśmy gotowi, aby nam postawiono diagnozy. Boimy się zwrócić z prośbą do specjalisty, boimy się posądzenia, iż zostaniemy stygmatyzowani "wariatami".
A to droga do spirali jeszcze większych koszmarów. Ten cholerny lęk przed życiem uniemożliwia nam zdrowe emancypowanie się, cieszenie się z dnia codziennego, radość z samego siebie. Gdy jesteśmy stygmatyzowani przez siebie, jeszcze bardziej ranimy innych.
Cholerny Polak, psychol - najczęściej z własnego powodu.
wtorek, 18 czerwca 2013
Guziała lewy sierpowy w HGW i Platformę
Dla Platformy Obywatelskiej obecnie wcale nie musi okazać się najgroźniejsza partia Jarosława Kaczyńskiego. Cios warszawski może okazać się o wiele groźniejszy w skutkach, niż początkowo wyglądał. A wyprowadził go lewym sierpowym burmistrz Ursynowa Piotr Guział. Zamierzył się celnie, bo trafił. Zebrał potrzebną ilość głosów w sprawie referendum odwołania z prezydenta Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Guział to postać, której wróży się karierę, nie tylko na stołecznej samorządowej scenie. Wyszedł z SLD, stworzył Warszawską Wspólnotę Samorządową. Tak zrobił to udanie, iż objął we władanie warszawski Ursynów. Właśnie zamierzył się na najważniejszy matecznik PO - i na razie I rundę wygrywa. Polityk PO Gronkiewicz-Waltz jeszcze nie jest liczona, ale solidnie chwieje się na nogach, a na pewno spadła w rankingu wewnętrznym PO.
Guział może sięgnąć po lewicowy prymat i wcale nie musi to był SLD. W tej chwili przyszłość kroi się przed nim świetlana, acz trudno do odgadnięcia, bo oślepia tymczasowym sukcesem. Co dalej z Warszawą? Przede wszystkim PiS nie ma się z czego cieszyć, sam Guział powiedział, aby partia Kaczyńskiego nie przebierała nogami, gdyż nie wyklucza koalicji swego podmiotu samorządowego WWS z PO.
W tej chwili pytanie najistotniejsze z punktu widzenia demokracji, kiedy referendum się odbędzie? Gdyby doszło do niego porą wakacyjną, może stać się, iż nie będzie wystarczającej frekwencji, aby wyniki mogły stać się ważne.
Gdyby terminem referendum miała być wczesna jesień, prawdopodobieństwo potrzebnej frekwencji gwałtownie wzrasta, a wówczas HGW odchodzi. Mogłoby dojść do wojny prawnej, bo do wyborów nie musiałoby dojść, karty rozdawałby wojewoda mazowiecki, który postawiłby na zarząd stolicą poprzez komisarza.
Ale też może dojść do jakiejś wcześniejszej ugody i zostać wygenerowany kandydat, bądź komisarz, zadowalający najważniejsze stołeczne strony polityczne: PO, WWS i SLD.
Wygranym w Warszawie w tej chwili jest jeden - Guział. Jak zechce spożytkować swoją przewagę? Czy zdecyduje się na bój i jaki? Czy jednak pozostanie przy systematycznym budowaniu wizerunku polityka, który inwestuje w przyszłość i karierę na arenie ogólnopolskiej?
Guział obnażył słabości PO, zrobił to o wiele skuteczniej niż PiS ze swoim para-premierem Piotrem Glińskim. Czy ma szanse posłać PO na deski w symbolicznej postaci HGW? Pani prezydent może przegrać, PO raczej nie. Wyrósł gracz bardzo obiecujący, który znalazł sposób na Goliata. Obecnie walki w terenie Guział może przekuć na korzyści polityczne, zarówno dla siebie, jak dla Warszawy, a może Polski.
Za sprawą Guziała polityka przestała być jednostronna - POPiSowa. Burmistrz Ursynowa w te dobrze naoliwione nienawiścią tryby wrzucił kamyk. Zazgrzytało i zatrzymało. Aby miało to sens, powinno po referendum, ewentualnych wyborach ruszyć żwawiej niż dotychczas, bo taki jest sens zbierania podpisów o referendum odwołania HGW.
czwartek, 30 maja 2013
Imperium o. Rydzyka unika prezydenta Komorowskiego
Imperium medialne o. Tadeusza Rydzyka dyktuje wiernym, co mają słuchać i oglądać, o czym mogą być poinformowani. Inne media katolickie w stosunku do tego kolosa to ledwie karzełki. Przekaz płynie z Torunia.
Redemptorysta wybiera spośród uroczystości kościelnych te, które mu pasują. Arbitralność jest podporządkowana politycznym interesom. I tak było w przypadku ważnej w hierarchii pielgrzymek - tej formy manifestowania - Pielgrzymce do Piekar Śląskich.
Ta ważna katolicka celebra zawsze doceniana była przez media o. Rydzyka - Radio Maryja i TV Trwam. Zawsze była transmitowana, a także doceniana przez głowy państwa, którzy nie omieszkiwali w nich uczestniczyć, od Lecha Wałęsy począwszy.
A że przyszła kolej na prezydenta Bronisława Komorowskiego, o. Rydzyk wziął ramówkę RM i TV Trwam do ręki i zamaszystym ruchem wykreślił pielgrzymkę do Piekar. Podobnie, jak Jarosław Kaczyński, nie będzie podawał ręki (medialnej) urzędującemu prezydentowi "wybranemu przez przypadek".
"Gość Niedzielny" określił to wprost: cenzurą. TV Trwam nie wspomniała ani słowem o Piekarach ze względu na Komorowskiego. Pielgrzymka mężczyzn do Piekar znalazła się na politycznym indeksie, a "oznaczałoby to dzielenie uroczystości religijnych na te, o których mówimy, gdyż są na nich bliscy nam politycy i które przemilczamy ze względu na obecność przeciwników politycznych".
To, że prezydent RP jest postrzegany przez o. Rydzyka jako wróg, nikogo nie trzeba przekonywać. Ale jak mają się czuć katolicy, a nie jest ważna dla nich polityka? Zwłaszcza w kontekście głównego hasła TV Trwam - "głos katolicki w naszych domach".
Natychmiast odezwały się nożyce w Toruniu: "Radio Maryja dementuje insynuacje". A co takiego insynuowano redemptoryście? Otóż: prawda jest, że transmisji nie było, ale były inne. Wymieniona jest pielgrzymka do Pabianic i Regionalne Spotkanie Podwórkowych Kółek Różańcowych Dzieci w Ludźmierzu.
Pomijam kicz tych dewocjonaliów, zwraca uwagę, jak media Rydzyka unikają odpowiedzi poprzez wykręcanie się dialektycznym sianem. Wam, drogie owieczki, siano, a nam - o. Rydzykowi - polityczne interesy. Guzik wam do tego.
niedziela, 26 maja 2013
Dwóch Brutusów zasadziło się na Tuska, Gowin tymczasem wystosował list pasterski do współbraci - akt I
Jarosław Gowin wystosował list pasterski do członków PO. Jest to rękawica rzucona w twarz Donalda Tuska na miesiąc przed konwencją Platformy, po której Gowin zechce stanąć do pojedynku o przywództwo w partii.
Nieprzypadkowo wcześniej Gowin spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim w Krakowie, gdy prezes PiS odwiedzał kryptę brata na Wawelu. Dostał sygnał, że drzwi PiS są dla niego otwarte. Ta ostra gra Gowina osłabia PO, która sondażowo krwawi i chwieje się.
Czy może być gwoździem do trumny PO? Może. Nawet Tusk wygrywając wybory na przewodniczącego, rekonstruując rząd, dając programowi rządowemu nowego impetu, z tyłu będzie czuł oddech Brutusa, który w każdej chwili może wbić mu nóż w plecy.
Wakacje w polityce będą gorące, zdaje się, że jesień jeszcze bardziej. W Platformie to nie jeden Brutus, bo drugi wygląda na groźniejszego, a jest nim Grzegorz Schetyna.
Gdy dwóch Brutusów zacznie się ścigać, który jest lepszy w załatwieniu Tuska, to może należy już przygotować do konduktu, gdy odprowadzana będzie Platforma na zasłużony spoczynek. Tusk się chwieje jak Maciek Chełmicki na śmietniku, dwóch Brutusów zaś ze sztyletami biegnie w jego kierunku. To dopiero akt I.
niedziela, 19 maja 2013
Kaczyński jak brylant
Jeden z najbardziej nieudanych Polaków, nienadążający za cywilizacyjną infrastrukturą (internet, konto w banku, prawo jazdy, związek małżeński/partnerski), niespecjalnie czytający - choć jego otoczenie utrzymuje inaczej - jednym zdaniem: jako człowiek nieudany uczestnik społecznego życia, ów człowiek wziął się za politykę i został politykiem, a jest nim, rzecz jasna, Jarosław Kaczyński.
Nieprzyjemny z życiu publicznym i takoż towarzyskim, coś wiem na ten temat, Kaczyński tak potrafił się urządzić w życiu - mimo jego dysfunkcjonalności w każdej sferze - iż my wszyscy dzisiaj płacimy za jego fobie.
Tak jest! Taki człowiek, z takimi nawykami samotniczymi. W życiu publicznym potrafi zaproponować tylko funkcje tych fobii. Po pierwsze, dysfunkcja do partnerki/partnera, która/który go nie chciała/nie chciał (bo i w tej sferze można podejrzewać wszystko, włącznie z możliwością/niemożliwoscią prokreacji, seksualności, pisząc krótko: potencji).
Taki człowiek, jak Kaczyński, który w życiu przegrał, mniej lub bardziej świadomie, a na pewno w jego wypadku świadomie (psychologie behawioralna i społeczna) chce odegrać się na innych za swoje niepowodzenia na większej grupie, niż sam tworzy (1 plus inni).
Taki człowiek najpierw wpada w kłamliwe mniemanie o sobie, następnie owo kłamstwo ulega transponowaniu na innych, na grupę. W tym wypadku, Kaczyński przekazał swoje kłamstwo w pacht partii, a ta rozszerzyła na innych.
Kaczyński to typowy człowiek awansu politycznego, bo sam niewiele uzyskał nawet w tej sferze. Został dowartościowany w którymś momencie historii przez Lecha Wałęsę. I tak mu się potoczyło. Ku naszemu nieszczęściu.
Zakłamane mniema nie o sobie, zakłamana rzeczywistość, którą stworzył, została przez prezesa PiS przeniesiona na wszystko wokół. Kłamie, gdzie popadnie. Interesująco odkłamuje prezesa "Newsweek". Najpierw odkłamując "jego" mecenasa, za którego nie zapłacił grosza (a kosztował 250 tys. zł). Następnie odkłamując jego pisarstwo, za które pobrał 160 tys. zł, choć powinien dopłacić. Aż wierzyć się nie chce, aby polityk przy takiej wielkości elektoratu sprzedał tylko 35 tys. egzemplarzy nakładu.
Oto następne kłamstwo - Kaczyński zagrożony. Naród dybie na jego życie i ten sam naród wydaje na jego ochronę rocznie 1,1 mln zł. Kaczyński jest brylantem, którego trzeba chronić. Brylant ludzki, który nic nie potrafi jako człowiek i polityk, oprócz może szczucia rodaka na rodaka.
W historii naszego kraju chyba nie zdarzył się nikt tak zakłamany i nieutalentowany, a mimo to (dlatego) tak groźny dla życia publicznego.
czwartek, 16 maja 2013
Średni Polak, średnia Polska
Polacy kochają się dołować. Dokopywać sami sobie i nawzajem. Taki sport narodowy. A pracować nad sobą i to przez dekady, to nie łaska. Polak chce od razu - nagle, bo mu się należy.
A Polak to tak naprawdę średniak. Przeciętniak. Eurostat opublikował wyniki dotyczące płacy minimalnej w krajach UE. Wypadamy średnio, bo tacy jesteśmy. Do najlepszych nam daleko - ale za kilka pokoleń: 2,3 - możemy i tam dotrzeć. Musimy pracować nad wszystkimi gałęziami życia, a nie rościć. Ten, który rości, wraca na drzewo.
Najwyższa płaca minimalna jest w Luksemburgu - 1974 euro. W Polsce - 377 euro. Za nami są inni. Polska mieści się w środku tabeli.
Ważne jest jeszcze coś, co ta tabela nie uwzględnia - siła nabywcza. A jest ona odpowiednia do owej średniej płacy minimalnej. Bochenek chleba w Luksemburgu kosztuje tam, co naszych 5-6. A za opłatę jednego piwa w tym księstwie w Polsce nabędziemy tuzin (skrzynkę).
Subskrybuj:
Posty (Atom)






